Nie da się ukryć, że na swoim ostatnim albumie Keaton Henson starał się ograniczyć wykorzystywane instrumentarium do niezbędnego minimum. Tym samym zaserwował bardzo liryczny i charakterystyczny dla siebie, pełen intymności materiał. Zdaje się jednak, że słuchając Kindly Now, nie znaliśmy dotąd jego odpowiedniej puenty. Po ponad pół roku od premiery swojej szóstej płytyartysta zdecydował się sprostować tę nieścisłość, przedstawiając nowość w postaci utworu „Epilogue”.

Nie powinna zaskakiwać kompozycja singla, tożsama z tym, co słyszeliśmy w ubiegłym roku. Pod tym względem spodziewać należy się oczywiście struktury głos + instrument (tu fortepian) + rozwiane tło. Przynajmniej w części głównej.  Później, gdy głos Hensona cichnie i rozpoczyna się outro, robi się tylko ciekawiej. Majaczące wcześniej gdzieś na dalekim planie smyczki wyłaniają się wreszcie na końcu utworu, budując jako cała sekcja bardzo mocną masę dźwięku, jak gdyby wyładowywały napięcie skumulowane w części śpiewanej. Uczuciu zagubienia, które może udzielać się podczas odsłuchu, służyć może także klip, przedstawiający ponury obraz samego autora piosenki, siedzącego w fotelu samochodu. Wraz z końcem „Epilogue”, kadr zakrywają kolejne czarne ślady podobne do osmoleń od ognia.

O ile okładka singla nawiązuje wprost do ubiegłorocznego Kindly Now, to sam tytuł drogą logiki może przywoływać pozycję pt. „Prologue” pochodzącą z wydanego 7 lat temu, debiutanckiego albumu Dear…