Jak wiele oczekuje się obecnie od internetowych, muzycznych fenomenów, często ograniczających się wyłącznie do publikowania pojedynczych utworów lub kompilacyjnych EPek? Zwykle artystów takich zamyka się w ramy, jakie naturalnie wynikają z medium, dzięki któremu w ogóle o nich słyszymy.  Nasza percepcja automatycznie nie wymaga od nich więcej, niż kilku świetnych jednostrzałowców, lub jak to się obecnie nazywa, chwytliwych virali. W dobie wirtualnej globalizacji ktoś taki, jak KAYTRANADA jest tylko jedną z tysięcy uzdolnionych postaci kręcących się po wszelakich portalach. ‘Tylko’ czy ‘aż’ ? Wszystko zależy od perspektywy, nie o niej jednak warto teraz mówić, a o tym, jak ten młody człowiek wyszedł z nadanych ram i permanentnie zaznaczył swoją mocną pozycję na światowym rynku producenckim.

Działalność Lousia Celestina rozpoczęła się około roku 2010, kiedy to 14-letni wówczas chłopak zaczął swoją przygodę z DJ-ingiem. Już w tamtym czasie w sieci zaczęły pojawiać się pierwsze mixy Kay’a, prezentujące spodziewanie jego amatorską i podstawową formę twórczą. Kolejne dwa lata spędził wyjątkowo aktywnie, wydając mixy i mini-albumy pod pseudonimem Kaytradamus. Wykorzystany czas zaowocował, wzbogacając twórczość Louisa o wyczuwalną pewność siebie, będącą naturalnym efektem czynnego aktywnego rozwijania zdobytych umiejętności.W roku 2012 na serwisie Soundcloud powstał działający do dzisiaj, oficjalny profil artystyczny KAYTRANADY. Jako pierwsze pojawiły się na nim niezwykle ciepłe i odważne remixy utworów znanych artystów, wśród których powinno się wymienić chociażby Erykah BaduJustina Timberlake’aMissy Elliott czy Janett Jackson, której zremiksowane “It” przyniosło Kay’owi w pełni zasłużony rozgłos. Po wielu następnych, coraz odważniejszych editach, profil począł zapełniać się jego autorskimi kompozycjami. Obecnie konto KAYTRANADY na Soundcloud śledzi 433 tys. osób. Liczba ta jednak z pewnością nijak ma się do ilości słuchaczy, do których dotarło jego nowe wydawnictwo, 99.9%. Komercyjny sukces, który wróży się 23 – latkowi, ma obecnie co najmniej kilka poważnych podstaw, o których w przypadku tego konkretnego wydawnictwa koniecznie trzeba wspomnieć, by zrozumieć realny potencjał, jaki w nim drzemie.

Pierwszym i najbardziej przyziemnym powodem ogromnego zainteresowania nowym wydawnictwem może być skład, jaki Kay zebrał do współpracy przy nowym materiale. W odniesieniu do doboru współpracowników nie można powiedzieć złego słowa. Każdy spośród wybranych artystów świadczy o samoświadomości autora. Ten doskonale wie z jakimi ludźmi pracować, by dodać odpowiedniego charakteru swoim kompozycjom, stąd też wybór padł na postaci związane zarówno ze sceną hip – hopową, jak i housową czy R&B. Tak przemyślane kooperacje są po prostu gwarancją powstania wyrazistych kawałków, tworzących spójny, autorski materiał. Przykłady? Sztandarowe “Glowed Up” z udziałem Andersona .Paak’a, uwodzące tak samo jego seksownym wokalem i bezbłędnym flow, jak i beatem falującym i mieniącym się niczym gorące wody ciepłego oceanu. Równie przebojowo wypadła obecność Syd Tha Kyd (The Internet,  Odd Future), której wynikiem jest “You’re The One”, łączące jej miękki, satynowy głos z taneczną, choć niespieszną aranżacją, uniesioną dzięki ascetycznej melodii rodem z lat 80-tych. Mniej oczywistą perełką można nazwać “Got It Good”, czyli efekt kolaboracji z Craigiem Davidem. Obecność tego wokalisty jest o tyle ekscytująca, że po ponad 6 latach medialnej i wydawniczej ciszy pozwala nam przypomnieć sobie jak bardzo kochamy jego głos i feeling.

Inna sprawa to same zdolności młodego Kaytranady. Poruszając się po 99.9% co krok natykamy się na świetne, bujające beaty czy błyskotliwe melodie elegancko wykorzystane np. przy okazji instrumentala “Despite The Weather” czy nieco bardziej w stylu urban przy “One Too Many” z udziałem Phonte. W przypadku tego pierwszego – jednego z 4 solowych popisów producenckich na płycie, bardziej niż techniczne kompetencje czuć raczej czystą zajawkę i radość z generowania kolejnych dźwięków. I to chyba jest właśnie siła, która spaja każdy z tak finezyjnie różnorodnych tracków, a jednocześnie niezwykle śmiałych, chyba właśnie przez tą wyczuwalną radość tworzenia. Tylko umysł otwarty i pulsujący od miłości do tego co robi może produkować tak genialny, taneczny groove, z jakim mamy do czynienia w dynamicznym “Breakdance Lesson N.1”, transowym “Vivid Dreams” czy dodanym jako bonus “Nobody Beats The Kay”(który można pobrać po zagraniu w mini-grę zamieszczoną na stronie artysty).

Trudno nie zauważyć chyba najistotniejszej wartości jaką niesie ze sobą 99.9%. Mowa o ‘pospolitym’ szacunku do materii, na której się bazuje, o oddaniu jej tyle miejsca ile potrzeba, by wybrzmiała i odpowiednio rezonowała ze słuchaczem. W tym momencie ten perfekcjonizm Kay’a staje się aż onieśmielający. Słuchając kolejnych utworów ma się nieodparte wrażenie, jakoby wszystko było tam wyliczone co do sekundy. Każdy skok basu, każdy drobny brzęk czy linijka śpiewanego tekstu jest w miejscu specjalnie dla tej części przeznaczonego. Nie staram się jednak w tym momencie ubliżyć temu artyście wyłącznie na podstawie precyzji i przejrzystości z jaką produkuje muzykę, choć osoby ceniące sobie nieco brudu czy spontaniczności mogą w tym przypadku poczuć spory niedosyt.

Tak też, obok wszystkich atutów, jakimi dysponuje debiut wydawniczy Kaytranady, prawdopodobnie jedynym zarzutem, który można mu postawić to brak momentów odpuszczenia. Od czasu do czasu przydałoby się, by ta linka, na której trzymają się wszystkie utwory, została poluzowana, wprowadzając trochę nieprzewidywalności i animuszu, co powinno być oczywiste w przypadku przyjemnego sfiksowania, jakim cechuje się Kay jako twórca.Mając to na uwadze, można faktycznie stwierdzić, że najnowsze wydawnictwo to potencjał wykorzystany w 99.9%, a brak jednej dziesiątej tylko służy i daje nadzieję, że nie otrzymaliśmy jeszcze wszystkiego, co najlepsze.

ocena8