Chciałoby się powiedzieć: “w końcu”! Były próby romansu z contemporary popem, było uderzenie w bardziej przystępne tony, wreszcie totalne porażki, jak choćby duet z Edem Sheeranem, o którym najlepiej zapomnieć. Jessie Ware w końcu powróciła na tę ścieżkę, która leży jej zdecydowanie najlepiej. Mocny, nieco kwaśny groove (za produkcję odpowiada duet Bicep), energia, no i sukces gwarantowany. Pamiętacie jeszcze kapitalne “Imagine It Was Us” sprzed sześciu lat? “Overtime” to podobny poziom, a jeśli następne nowe rzeczy Jessie będą utrzymane w podobnej stylówce – co sama wokalistka zapowiada – to może czekać nas z jej strony naprawdę sporo ciekawej muzyki.