Fani twórczości Jacka White’a z pewnością odliczają dni do premiery nowego krążka Acoustic Recordings 1998-2016, o którym informowaliśmy kilka tygodni temu. White, jako niezwykle płodny artysta, w ciągu niemal trzydziestu lat swojej obecności w przemyśle muzycznym zapisał się jako autor dziesiątek kompozycji notujących czołowe miejsca na światowych listach przebojów. Z okazji oczekiwania na kolejne wydawnictwo muzyka The White Stripes, The Raconteurs i The Dead Weather Kinkyowl przekornie przedstawia siedem jego utworów, które nigdy nie doczekały się sławy “Seven Nation Army” czy “Steady, As She Goes”, a mimo to stanowią niezwykle ciekawe smaczki w dyskografii jednego z najważniejszych twórców muzyki gitarowej przełomu XX i XXI wieku.

7. Danger Mouse & Daniele Luppi – “Two Against One” (feat. Jack White)

(Rome, 2011, wyd. Parlophone / EMI / Lex / Third Man Records)

Współpraca White’a z Brianem Burtonem (którego listy dokonań z szacunku dla wolnego czasu czytelnika nie ma sensu przytaczać – wystarczy wspomnieć choćby The Gray Album czy projekt Broken Bells) zaowocowała trzema utworami nagranymi na płytę Rome. Najpopularniejszy z nich, singlowy “Two Against One”, pokazuje bardziej mroczne, niepokojące oblicze zarówno wokalu, jak i liryki Jacka.

6. The White Stripes – “We’re Going To Be Friends”

(White Blood Cells, 2001, wyd. XL Recordings / V2 Records / Sympathy / Third Man Records)

Czwarty i zarazem ostatni spośród świetnych singli promujących album White Blood Cells (obok “Fell In Love With a Girl”, “Hotel Yorba” i “Dead Leaves & the Dirty Ground” – próżno szukać tu choćby jednego nieudanego dźwięku) jest najspokojniejszą kompozycją w tym gronie. Utwór ten warto wspomnieć właśnie w kontekście premiery Acoustic Recordings 1998-2016, gdyż o podobny klimat można podejrzewać jeśli nie całość, to przynajmniej część nowego materiału Jacka White’a. Jedno z najciekawszych wykonań “We’re Going To Be Friends” miało miejsce podczas koncertu zatytułowanego Another Day, Another Time, będącego swego rodzaju hołdem dla muzyki z filmu braci Cohen Inside Llewyn Davis. Zarówno koncert, jak i film z główną rolą Oscara Isaacsa również należy zanotować jako warte polecenia.

5. The White Stripes – “Black Jack Davey”

(Seven Nation Army, 2003, wyd. XL Recordings / V2 Records)

Przerabianie na własną modłę standardów bluesowych bądź folkowych to stały punkt w repertuarze lidera The White Stripes. Najbardziej znanym przykładem jest prawdopodobnie pełne dramaturgii wykonanie “Jolene” Dolly Parton na koncertowym albumie Under Great White Northern Lights, warto jednak zwrócić uwagę również na zawartość strony B singla “Seven Nation Army“. Znajdująca się tam interpretacja tradycyjnej szkockiej ballady “The Raggle Taggle Gypsy” (w tym przypadku występującej pod tytułem “Black Jack Davey”) jest jednym z najlepszych wykonań tego utworu, na jakie udało mi się trafić – a należy pamiętać, że śpiewali to najwięksi, z Woody Guthriem i Bobem Dylanem na czele.

4. The White Stripes – “300 M.P.H. Torrential Outpour Blues”

(Under Great White Northern Lights, 2010, wyd. Third Man Records)

Skoro wspomniałem o pierwszym koncertowym CD The White Stripes, to nie sposób nie zatrzymać się przy jego najmocniejszym punkcie. “300 M.P.H. Torrential Outpour Blues” to jeden z moich osobistych ulubionych utworów Stripesów, a przy tym jedna z kompozycji White’a, które wiele zyskują w wersji live.

3. The Dead Weather – “You Just Can’t Win”

(Treat Me Like Your Mother, 2009, wyd. Third Man Records)

Absolutna perełka, która niejako powtarza historię z “Black Jack Davey”. Jack White postanowił wziąć na warsztat utwór z wydanej w 1965 roku debutanckiej płyty Them (dla przypomnienia – pierwszy zespół Van Morrisona) i w charakterystyczny dla siebie sposób dodał do utworu sporą dawkę wokalnej dramaturgii. Dokładając do tego warstwę muzyczną, doprawioną odrobiną charakterystycznego dla brzmienia The Dead Weather niepokoju, otrzymujemy świetny cover, który powinien docenić nawet będący autorem oryginału Kowboj z Belfastu.

2. The Raconteurs – “Blue Veins”

(Broken Boy Soldiers, 2006, wyd. XL Recordings / V2 Records / Third Man Records)

Spośród wszystkich utworów muzycznych, jakie słyszałem w życiu, “Blue Veins” jest jednym z tych, których wersja studyjna najmocniej różni się od koncertowej – rzecz jasna, na plus tej wykonywanej na żywo. Struktura kawałka stanowi dla White’a, Bensona i spółki podatny grunt do wszelkiego rodzaju improwizacji, czy solówek. Wykonanie z koncertu w Montreux z 2008 roku jest jednym z tych, które najmocniej zapadają w pamięć.

1. The White Stripes – “Shelter of Your Arms”

(The Denial Twist, 2005, wyd. XL Recordings)

Na koniec mój osobisty numer 1 w przebogatym dorobku Jacka White’a. Jest mi autentycznie głupio, że palmę pierwszeństwa przyznaję coverowi, ale sposób, w jaki White przeżywa utwór Greenhornes i niemożliwe wręcz pokłady emocji, jakie z siebie wyrzuca sprawiają, że ciężko przejść obojętnie obok wersji “Shelter of Your Arms” umieszczonej na singlu The Denial Twist. Kto wie, czy właśnie to nie jest największą siłą całej twórczości artysty z Detroit – potężny, momentami wręcz teatralny ładunek emocjonalny.