Jego ubiegłoroczny powrót wydawniczy w postaci Blonde i wizualnego Endless tylko potwierdził to, o czym myślał każdy fan Channel OrangeFrank Ocean pozamiatał w 2016 i wbrew temu do czego zdążył nas przyzwyczaić, w tym roku widocznie nie zamierza odpuszczać. Płynąc na fali popularności ostatnich wydawnictw oraz opublikowanej w lutym kolaboracji z Calvinem Harrisem i Migos, artysta zdecydował się podzielić z nami swoim kolejnym utworem, „Chanel”.

Premierowy numer jest przede wszystkim dużo bogatszy w budowie niż jego poprzednicy z Blonde czy Endless. Klawiszowa podkładka mieni się w tle, pozwalając wybrzmiewać niespiesznemu ale wyeksponowanemu nieźle beatowi. Dzięki temu „Chanel” zyskuje na charakterze, a dynamika wokalu Oceana zostaje odpowiednio podkreślona. Pierwsza połowa utworu w kwestii obecności Franka nie jest niczym nowym, miejscami tylko markując ekscytujące rozwinięcia w stronę luźnej melorecytacji. Z tego stanu wytrąca nas głębszy, nieco podniosły hook i druga zwrotka utrzymana w podobnym klimacie. Kawałek dosłownie eksploduje, gdy rozpoczyna się outro. Prosta melodia i korzenny rytm schodzą się wtedy z  niewymuszoną nawijką Franka,  zwinnie szyjącego kolejne wersy, tym samym zamykając z klasą cały numer. Poza formalnymi zabiegami, udało mu się zbudować ( z resztą nie pierwszy raz) poruszający, emocjonalny most, biegnący od zagubienia, przez cichą rozpacz do finalnego  godzenia się z rzeczywistością.

Utwór został zaprezentowany wczoraj wieczorem w drugiej odsłonie autorskiego programu Oceana, blonded RADIO.