Po niezwykle obfitym minionym Zeszłym Piątku oraz w oczekiwaniu na dalsze wiosenne premiery płytowe, bezzwłocznie chciałbym się cofnąć na moment do 5 maja. Matthew Barnes bowiem, nie zważając na przyzwoitą konkurencję, także podzielił się z początkiem miesiąca świeżo sfabrykowanym materiałem. Wydawnictwo zatytułowane Compassion jest trzecim pełnowymiarowym krążkiem pochodzącego z Liverpoolu producenta, choć formalnie stanowi drugi longplay artysty.

Siedem lat po wydaniu debiutanckiego Dagger Paths, zjawiskowej hybrydy masywnych gitar i eksperymentów z elektroniką, Barnes niezmiennie stawia na efektowny rozwój brzmienia i kreuje, dość ostrożnie, nowe wektory w swojej studyjnej działalności. EP-ka w znacznym stopniu odpowiadająca na głód nowej muzyki balansującej między nowoczesnym synthem i tradycją gitarowych pejzaży, zdążyła w momentalnym trybie osławić nazwisko artysty, który dość odważnie przedstawił przyszłym wkrótce fanom wizję swojej muzycznej ekspresji.

Compassion to naturalna ewolucja twórczości projektu Forest Swords. Matthew Barnes nie zrezygnował z narzędzi, które posłużyły mu do komponowania następującego po EP-ce Engravings, ale trudno nie dostrzec istotnej zmiany definicji brzmienia. Charakteryzujący się surową ciężkością poprzednik, ustąpił miejsca mistycznej wędrówce dźwięku, a zarazem, kierując się linearną spójnością, wciąż dominują dziś motywy oparte na konstelacji duchowego zawieszenia, niepokoju i emocjonalnej hibernacji.

Jeśli mierzyć rozwój tych nieoczywistych szumów i trzasków ekspansją coraz to odleglejszych horyzontów nostalgii, sentymentalności i wszelkich uderzających w wyobraźnię bodźców, Compassion stawia bezkompromisowy krok w tej sprawie. Sample wokalne, tak obecne w twórczości Barnesa nigdy wcześniej nie były tak ekstatyczne i płomienne, silnie oddziałując tym samym na finalny odbiór i tak już dotkliwie masywnej przestrzeni. Tych kilka substancji składających się na tytaniczny synergizm nowego materiału, czyni go ewidentnie spektakularnym. Nie umniejszam przy tym Dagger Paths, który swoją krzepę udowadniał nieco odmienną myślą kompozycyjną, w znacznym stopniu skupioną na eksperymencie, ani też Engravings wówczas dopiero testujący zamysł interdyscyplinarnej w kontekście wyposażenia dźwiękowej eskapady.

Chodzi raczej o efektowne wykorzystanie nieco znajomych już detali z komponentami, które uczyniły nowe dzieło pozornie jeszcze bardziej kompletnym, bo wzbogaconym o niebywale silne emocje. A czymże jest ewolucja w pracy autorskiej, jak nie dążeniem do wyeksponowania coraz to bardziej monstrualnego poruszenia…