Fish Basket

Fish Basket: Fatamorgana

W 2016 roku Tides From Nebula było zespołem z renomą, wciąż jednak na tyle niszowym, by nie obawiać się dawania koncertów w małych miastach. Tak się akurat złożyło, że w tamtym okresie grali koncert w Nysie. Wiem, że to zabrzmi zabawnie, ale nawet nie zdajecie sobie sprawy, jakiej wagi to było wydarzenie. Nysa raczej nie słynie ze zróżnicowanej oferty koncertowej – ostatnim faktycznie ciekawym eventem muzycznym był Podsiadło w kwietniu zeszłego roku, a line-up corocznych dni miasta… no, nigdy nie powalał. Wyobraźcie sobie więc, jak ekscytować musiała wiadomość o gigu świetnego polskiego zespołu post-rockowego, zespołu, który już wtedy miał na koncie kilka uznanych płyt, o którym pisano wszędzie i to w niemal samych superlatywach. To był AB-SO-LUT-NY must-see.

Ale wiecie co?

Ostatecznie nie poszedłem. Do dziś pluję sobie w brodę.

I tak słucham sobie nowego kawałka Fish Basket, i dumam, że jeszcze tylko chwila, jeszcze tylko moment i to może być grupa na miarę Tides From Nebula. Mają wszystko, by wybić się na ten poziom, choć większość rzeczy robią inaczej. Mniej tutaj epickiego fruwania po mgławicach, więcej smrodu unoszącego się z topniejącego pod kołami samochodu asfaltu, gorąca, psychodelii, tajemnicy. Gdzieniegdzie czuć nawet ducha Kyuss (czyż intro nie przywołuje na myśl tego?), co plasuje „Fatamorgana” gdzieś w punkcie przecięcia stonera i post-rocka. Taka kombinacja rzadko kiedy okazuje się chybiona, ale tu została wcielona w życie szczególnie umiejętnie. Nawet jeśli to nie są moje klimaty (wolę kosmiczne podróże), to i tak polecam, i tak podrzucam wam link. Błagam, nabijcie im wyświetlenia, doceńcie, cokolwiek – niech status wschodzącej gwiazdy będą mieli już za sobą. A jak już się dokona, co (oby) ma się dokonać, to wtedy dołożę wszelkich starań, żeby ich koncertu nie ominąć.