Na swoich kolejnych albumach i singlach Denzel Curry przyjmował zazwyczaj postawę ofensywną: trap rap nie służył mu jako pretekst do opowiadania historii o niespełnionych miłościach i urokach imprezowego życia, prędzej był on dla rapera z Florydy doskonałym narzędziem do wybijania szyb miażdżącym basem i tłem dla agresywnej nawijki, pełnej ciekawych w interpretacji nawiązań. Choć jego najnowsza propozycja, “Sumo”, nie przynosi w tym zakresie zmian, jest to kawałek, który może okazać się jednym z najbardziej wpadających w ucho tracków tego roku. Jest, jak to u Curry’ego, ciężko, ale też przejrzyście. Na instrumental składają się prosty motyw i potężny bassline (tak głośny, że wręcz balansujący na granicy autoironii), które z czasem zostają podbite wybijającymi tempo hi-hatami. Jednak, jak to u Curry’ego, główną gwiazdą jest tutaj sam Denzel, który na “Sumo” nie oszczędza płuc i wyrzuca z siebie słowa z siłą tytułowego zapaśnika, tu i ówdzie zmieniając na chwilę flow na brzmiące groźniej (Pocket too big, Rikishi!). Co najważniejsze jednak, tym, jak zwinnie porusza się po beacie potwierdza, że od czasu wydania zeszłorocznej EP-ki 13 jego forma i wojownicza energia ani trochę nie zmalały. Wręcz przeciwnie, one jakby tylko zyskiwały na sile i aż strach pomyśleć, jak niebezpieczne poziomy mogą osiągnąć w przyszłości.