Who’s the Snitch?

W zeszłym roku Quentin Tarantino ogłosił, że jego następny i jednocześnie ostatni film w karierze, zatytułowany Once Upon a Time in Hollywood, będzie opowiadał historię morderstwa popełnionego przez sektę Charlesa Mansona na Sharon Tate. Zdjęcia do filmu rozpoczęły się 18 czerwca, a premiera jest przewidziana na 9 sierpnia 2019 roku, czyli w dzień 50 rocznicy tej tragicznej historii.

Co ma wspólnego ta informacja z najnowszą płytą eksperymentalnego trio z Sacramento? Na pierwszy rzut oka, można powiedzieć, że prawdopodobnie niewiele, jednak nie byłoby to do końca prawdą. Shitshow – ostatni singiel zapowiadający płytę Death Grips wyszedł 17 czerwca czyli w przeddzień rozpoczęcia zdjęć do filmu Tarantino. Ale to nie wszystko. Data wydania albumu Year of the Snitch  – 22 czerwca – oraz jego tracklista zostały zakomunikowane w wiadomości tekstowej wysłanej o 6:22 (amerykańska notacja dat to miesiąc/dzień) przez tytułową The Snitch, co można zobaczyć na video wrzuconym na Instagrama zespołu. Jednak nadal pozostaje pytanie: kim jest tytułowa Snitch, która doniosła o dacie wydania i liście utworów? Rozwiązanie zagadki znajdziemy na albumie w 4 numerze z płyty zatytułowanym Linda’s in Custody. To właśnie Linda Kasabian –  urodzona 21 czerwca, członkini sekty Mansona, która pomagała przy zbrodni popełnionej 9 sierpnia 1969 roku a później zeznawała w sądzie przeciwko Mansonowi jest tytułowym kablem.

Jakie znaczenie ma ta historia w kontekście pozostałego dorobku Death Grips i czy w ogóle ma coś wspólnego z filmem Tarantino? Trudno powiedzieć, pewne natomiast jest, że to kolejny starannie przemyślany element w pokręconej układance i narracji jaką konsekwentnie tworzy wokół siebie kalifornijski zespół, który wciąż nie przestaje zaskakiwać i szokować słuchaczy począwszy od skandalu z Epic w 2012 kiedy wrzucili do sieci album NO LOVE DEEP WEB, poprzez nie stawianie się na koncerty i ich odwoływanie, a kończąc na rzekomym rozpadzie w 2015 tylko po to by parę miesięcy później powrócić z podwójnym albumem.

To właśnie ta zdolność do ciągłego zaskakiwania i przekraczania granic, w dobie ery, w której nie pozostało ich już wiele do przekroczenia, świadczy o doskonałej kondycji Death Grips. Jeśli miarą popularności zespołu są jego fani, to mało zespołów może pochwalić się tak obsesyjnym i oddanym fanbasem, który z utęsknieniem wychwytuje i analizuje każdy ruch swoich idoli. Niewielu artystów potrafi się tak sprawnie poruszać po odmętach wszędobylskich social media i zaznaczać w nich swoją obecność, jednocześnie nie tracąc przy tym autonomii. Czy jednak ta nieustanna transgresja nie staje się już powoli sztuką dla sztuki; formułą, do której zaczynamy się przyzwyczajać, czy wręcz oczekiwać od Death Grips. I, co najważniejsze, czy przekłada się to również na zdolność do zaskakiwania muzyką?

W wypadku szóstego studyjnego albumu kalifornijskiego trio odpowiedź brzmi tak. Paradoksalnie Year of the Snitch będąc drugim najkrótszym longplayem (trwa 37 minut; krótsze jest jedynie Government Plates) jest jednocześnie najbardziej zróżnicowanym albumem pod względem stylistycznym w ich dorobku. Ten stylistyczny eklektyzm wcale nie oznacza jednak porzucenia dotychczasowej tożsamości. To właśnie czyni go na tyle intrygującą pozycją w dyskografii zespołu, że ma się ciągle ochotę do niej wracać, a z każdym przesłuchaniem odkrywa się coś nowego. To nie przypadek, bo w produkcję albumu zostało zaangażowane wiele osób – basista Tool, DJ Swamp, Lucas Abela, a nawet reżyser Shreka. Być może też to właśnie ta mnogość stylów tłumaczy dlaczego prawie połowa albumu została opublikowana jako single (w kolejności chronologicznej: Streaky, Black Paint, Flies, Hahaha, Dilemma, Shitshow). Ale, co najciekawsze, pomimo tej różnorodności ani chwilę nie ma się wrażenia, że coś jest nie na miejscu. Jest to bowiem bardzo spójne wewnętrznie dzieło, czego najlepszym przykładem jest moment przejścia z Flies w Black Paint.

Czy Linda Kasabian, która w tym roku obchodzi swoje 69 urodziny, zdaje sobie sprawę, że Death Grips „dedykowało” jej album wydając go dzień po jej urodzinach? Media nic na ten temat nie donoszą, ale trudno mi sobie wyobrazić lepszy urodzinowy prezent niż taki album.

znaczek