Były próby z gitarami pod szyldem Curly Heads, były eksperymenty z anglojęzyczną liryką. W międzyczasie kilka przebojów, które co jakiś czas przypominały o potencjale songwritera z Dąbrowy Górniczej. Wreszcie, na trzeciej solowej płycie Dawid Podsiadło ugryzł temat z zupełnie innej niż dotychczas strony, nagrywając najbardziej ewidentnie popowy album w swoim dorobku. I bez cienia wątpliwości jest to najlepsze dotychczasowe oblicze zwycięzcy X-Factor sprzed sześciu lat.

Na taki stan rzeczy składają się przede wszystkim dwa elementy. Po pierwsze – co wcale w przypadku rodzimych artystów oczywiste nie jest – Dawid w roli autora tekstów wypada znacznie lepiej, gdy pisze po polsku. Osobista, bezpretensjonalna narracja współgra z kreowanym przez niego wizerunkiem i pozwala zapomnieć o kilku lirycznych potworkach, które w ubiegłych latach mu się przytrafiły. Sprawą numer dwa jest spójność. Tej zarówno na Trójkątach i kwadratach, jak i Annoyance and Dissappointment brakowało. Tutaj również pośrednio zasługa tkwi w trzymaniu się jednej wersji językowej, ale nie tylko. Kluczem okazała się koncepcja. Nie kombinujemy, nie szukamy przysłowiowych kwadratowych jaj, tylko nagrywamy przebojowe piosenki. Proste? Tego nie wiem, ale na pewno skuteczne.

Właśnie w “piosenkowości” tkwi największa siła Małomiasteczkowego. I to w pojęciu stricte popowo-radiowym, co w żadnym wypadku nie stanowi zarzutu, wręcz przeciwnie. Taka formuła okazuje się najbardziej efektywna, zarówno w kontekście wokalnym, jak i songwriterskim. Przykłady? Aż dziwnie pisać te słowa, ale… znajdziecie ich na tej płycie dziesięć. Po raz pierwszy w karierze Podsiadły mamy do czynienia ze zbiorem piosenek pozbawionym wypełniaczy, do których wyliczenia w przypadku poprzednich albumów nie wystarczyłyby palce dwóch rąk. W efekcie dostajemy najkrótsze (39 minut), ale zarazem najbardziej konkretne dotąd wydawnictwo wokalisty. Zwłaszcza pierwsza, bardziej energiczna część to materiał na nie jeden, a co najmniej kilka hitów. W roli faworytów – “Dżins” i “Najnowszy klip”. Lecąc przez przebojowe, poptymistyczne granie, przechodzimy do bardziej wyciszonej, refleksyjnej końcówki. I tu kolejny atut, bo właśnie tego typu coda po kilku hiciorkach wjeżdża idealnie.

Dawid Podsiadło ma na pełnym problemów polskim rynku muzycznym taką pozycję, że właściwie nic nie musi. Byłoby jednak super, gdyby ktoś stojący blisko rzucił mu jedną radę. Panie Dawidzie, zostawiamy gitarki na dobre, robimy pop. W tej stylistyce wypada to na całkiem mocne 8/10.

znaczek