Jak przyjrzeć się czemuś nieuchwytnemu? Jakimi słowami opisać coś, co fizycznie odczuwamy, ale nie potrafimy rozdzielić tego na części pierwsze? To pytanie zadawałem sobie od momentu pierwszego zetknięcia z Mare. Drugie pełnowymiarowe wydawnictwo niemieckiego producenta, Christiana Löfflera, ukazało się 7 października, czyli aż ponad 4 lata od wydania debiutanckiego A Forest. Czas ten właśnie, regularnie wypełniany kolejnymi pomniejszymi publikacjami, najprawdopodobniej zaowocował zmianami, które zauważyć można w nowym brzmieniu muzyki tego utalentowanego Niemca. Te, zapewne wyrosły właśnie na zgliszczach udostępnianych wówczas materiałów, wśród których, przed dwoma laty, znalazła swoje miejsce EP-ka Young Alaska, będąca niejako symbolicznym półmetkiem pomiędzy, jak już teraz wiemy, dwoma longplayami.


Wszystkiemu winna ewolucja. Przyjmując za punkty orientacyjne lata 2012, 2014 i 2016, czyli kolejno wydanie A Forest, Young Alaska no i w końcu Mare, możemy zaobserwować sukcesywne zmierzanie twórczego ‘ja’ niemieckiego artysty w kierunku nieograniczonej przestrzeni. Zacznijmy jednak od początku. Przyglądając się debiutanckiemu LP, znajdziemy w nim mnóstwo ograniczeń, które nie są jednak w żaden sposób przytłaczające – jeżeli twórca taki zamysł prezentuje konsekwentnie, to z pewnością nie ma w takim brzmieniu nic zdrożnego. W nagraniach zamieszczonych na tym krążku, jak np. stosunkowo rozwinięta wokalnie kolaboracja z Gry, “Feelharmonia”, czy ‘Signals”, czuć surowość, lekko uwierające kanty każdego dźwięku, w efekcie stawiające słuchacza w podświadomych czterech ścianach, wewnątrz których wie, skąd dokładnie dochodzi każdy z bodźców.

Kolejny etap, przypieczętowany dwa lata później przez zwięzłe Young Alaska, ma w sobie więcej z drogi, niż z ograniczającego ruchy pomieszczenia. Choć nie jest to już, tak jak na debiucie, brzmienie zachowawcze, mogące tworzyć dla odbiorcy iluzję bezpieczeństwa, zostało w nim coś z tamtego ciepła. Tym razem Christian przekazał je w zgoła inny sposób, ubierając je w ciepłą kurtkę, oraz nadając powietrzu ziemisty, przyjemny zapach, podobny do tego, jaki pozostawia po sobie deszcz. Do tego dochodzi także ludowy, elegancki klimat, jaki producent przemyca m.in. we współpracy ze wspomnianą Gry, czyli w “All Comes”. Warto zaznaczyć właśnie tę nieperfumowaną w żaden sposób, przyziemną oprawę, do której wiele wnoszą przede wszystkim tytułowe “Young Alaska” oraz “Notes”.

W odniesieniu do dwóch poprzednich przystanków, rok 2016 zdaje się być tym, w którym producent przysiadł i zatrzymał się na dłużej. Dlaczego? Myślę, że dla niuansów. Zwracając uwagę na to, jak mocno chwycił się na Mare tego, by czarować szczegółem, da się zrozumieć, ile cierpliwości i skupienia wymaga tworzenie podobnych dźwięków. Najnowsze nagrania Niemca sprawiają wrażenie zbioru doznań otaczających nas, dochodzących z daleka; nie są to już dźwięki odbijające się od ścian czy mijane w podróży. Artysta zdaje się czerpać tym razem, podobnie jak na A Forest, ze statyczności, choć widocznie jest już w stanie dostrzec ten stan z wielu różnych perspektyw.

Mare to dzieło impresjonizmu, operujące na tym, co dzieje się w nas – na syntezie bodźców dochodzących z otwartej przestrzeni. Struktura albumu to w gruncie rzeczy jeden spory obraz, płynnie przewijający się przez kolejne utwory. Czar, jaki bezsprzecznie skrywa, leży właśnie w jego jednostajności. Słuchacz nie jest w stanie dokładnie opisać tego, co dzieje się wokół niego przez ponad godzinę trwania materiału – jest za to wciąż otaczany nowymi, mikroskopijnymi bodźcami, które raz po raz łechtają rosnącą ciekawość, wprawiając go w niezwykle przyjemny stan osłupienia. Gdyby porównać komfort psychiczny podczas słuchania tego krążka, do jakiejś możliwej do wyobrażenia sytuacji, byłoby to siedzenie na zimnym piasku jesiennej plaży i chłonięcie otoczenia z zamkniętymi oczami. Czemu morze, i dlaczego jesienią? Ponieważ Löffler zawarł na swoim longplayu dużą dawkę chłodu, który wcale nie sprawia, że marzniemy na kość, ale utrzymuje nas w stanie skupienia, otrzeźwia i pobudza.

Najlepsze momenty: “Silk”, “Lid”, “The Great White Open”.

ocena8