Nie będę ściemniał, popowa rewolucja według Charli XCX zupełnie mnie nie grzeje. Nie łapię ani “suchej”, futurystycznej produkcji napędzającej jej piosenki, ani tego graniczącego z przesadą scenicznego imidżu, określonego raz przez Pitchfork słowami “the glitched-out femmebot, programmed for love”. Na temat “1999”, nagranego razem z Troye Sivanem, mogę jednak z czystym sumieniem wypowiadać się w superlatywach. Nawet pomimo tego, że tytuł szybko okazuje się małym kłamstewkiem. Kawałkowi bliżej do imprezowych hitów pierwszej dekady XXI wieku, aniżeli do przebojów z dyskotek sprzed dziewiętnastu lat. Być może dlatego tak dobrze mi się tego słucha – brzmi jak gros utworów, do których pysznie bawiłbym się na szkolnej potańcówie AD 2008…

Anyway, naprawdę dobra, wpadająca w ucho rzecz.