I’m so fuckin’ grateful for my ex“, śpiewa w refrenie najnowszego singla Ariana Grande. Ja osobiście jestem fuckin’ grateful za kreatywne podejście do wyświechtanej na wszystkie sposoby formuły breakup song. Wiecie jak jest, 95% tego typu rzeczy skupia się na złamanych serduszkach i innych zabójczo smutnych tematach, a tutaj? Wzruszająca, bezpretensjonalna, podana w ciepłym, lounge’owym sosie rozkmina. Nie sposób nie dać okejki, a Big Seanowi, Ricky’emu Alvarezowi i Pete’owi Davidsonowi nawet odrobinę zazdrościć. Za Mac Millerem, niestety, tęsknić jeszcze bardziej.

Swoją drogą, mam dziwne przeczucie, że na instrumentalu do “thank u, next” usłyszymy jeszcze trochę muzyki. I niekoniecznie musi być to pop romansujący z R&B.