W Polsce lato się skończyło, stan rzeczy w Kalifornii jest chyba nieco inny, a przynajmniej takie wrażenie przynosi najświeższe kolabo osiadłych tam rapowych świrów. Anderson .Paak i Kendrick Lamar rzucili takim jointem, z którego dosłownie wylewają się gorące promienie, groove zmusza do tańca, a ogólny klimat sprawia, że człowiek ma ochotę wziąć furę i przejechać się wspomnianą w tekście autostradą Interstate 110 w blasku zachodzącego słońca. “Tints” to propozycja całkowicie różna od poprzedzającego ją “Bubblin'” sprzed kilku miesięcy, ale równie dobra – zresztą duet świetnych singli to dla Brandona norma, wszyscy pamiętamy zestaw “Come Down” + “Am I Wrong?” z Malibu. Robota odhaczona, przebój gotowy, można się rozejść.

A udział K-Dota? No cóż, posłużmy się cytatem – “bitch, I’m Kendrick Lamar, respect me from afar”.